Podczas oglądania przed monitorem słoweńskiego challengera, w którym mocno swój udział zaakcentował zespół Energa 3×3 Gdańsk oraz Szymon Rduch, jeden z czytelników Piwota napisał następujący komentarz: “Szkoda, było blisko … Na żywo wygląda to całkowicie inaczej.” Po kilku minutach byłem już umówiony z autorem na kilka zdań więcej. Dziś Przemek Kusak opowie Wam o tym jak na żywo wygląda turniej fibowskiego challengera. Serdecznie zapraszamy do wycieczki po boiskach Ljubljany.

Piwot.pl: Opowiedz trochę o Twojej pasji oraz skąd obecność na turnieju klasy challenger?

Przemek Kusak: Hej, największą pasją jest oczywiście koszykówka. Jako, że mam parę wiosen na karku zaczęło się od uwielbienia Michaela Jordana (co trwa do dzisiaj) podczas pierwszych „byczych” finałów w 91″. Potem wiadomo Dream Team oraz następne lata z MJ. Poza NBA kibicowałem drużynom z Jugosławii, a po jej rozpadzie Chorwacji i Słowenii. W Polskiej ekstraklasie często bywałem na meczach Mazowszanki (potem Hoop Pekaes) Pruszków oraz Polonii Warszawa. Ostatnio trzymam kciuki za Stelmet, w którego szeregach gra Łukasz Koszarek, wywodzący się z Polonii. Sam gram amatorsko w basket od ponad 25 lat. Poza klasyczną grą na całym boisku razem z kumplami biorę udział w turniejach 3×3. Byłem też kilka lat sędzią koszykarskim.

Co do turnieju w Ljubljanie to muszę się przyznać, że wszytko ułożyło się przypadkowo. Już na początku roku zaplanowałem urlop z rodziną w taki sposób, że kilka dni spędzimy w Chorwacji, a potem 3 dni w Słowenii blisko Ljubljany. Dzień przed wyjazdem z Chorwacji na facebooku na profilu Piwot 3×3 pojawiło się powiadomienie o tym turnieju, więc nie mogłem odpuścić okazji i razem z rodziną dopingowaliśmy chłopakom z Gdańska oraz Szymonowi.

Michael Hicks przygotowuje się do meczu. ©Prywatne archiwum autora.

Turnieje fibowskie są pewną egzotyką dla większości polskich widzów. Zasmakowaliśmy ostatnio pierwszego polskiego satelity, ale do atmosfery challengera i to jeszcze w Słowenii zapewne daleko.

Niestety, nie mogłem na żywo zobaczyć warszawskiego satelity, ale byłem na innych turniejach krajowych 3×3. Wiadomo, że w Słowenii koszykówka jest na topie. Poza graczami pokroju Dragiča czy młodego Luki mają rewelacyjną drużynę 3×3. Tu w Ljubljanie turniej odbywał się w centrum miasta, w miejscu bardzo ważnym dla Słoweńców tj. Congress Square. Atmosfera była wspaniała, a publiczność międzynarodowa.

Przed meczem. ©Prywatne archiwum autora.

Jak z frekwencją i mobilizacją miejscowej widowni?

W Polsce takiej liczby kibiców na turnieju 3×3 nie widziałem, ale wiadomo Challenger to drugi rangą turniej po World Tour. Zwłaszcza drugiego dnia podczas finałowych rozgrywek dało się odczuć atmosferę święta koszykówki oraz to, że kibice znają się na koszykówce i doceniają dobre zagrania, nie tylko ekipy z Piranu.

Atmosfera finałowa.©Prywatne archiwum autora.

Pisałeś, że na żywo wygląda to zupełnie inaczej. Co miałeś na myśli?

Oglądając kosza w tv czy online nigdy nie zobaczymy tego co z odległości kilku metrów. Chodzi mi głównie o walkę poza piłką, ustawianie zagrywek, ale też i motywowanie się czy dyskusje z sędziami (tu finał sędziował, z resztą wg mnie bardzo dobrze, nasz rodak Marek Maliszewski).

Co najbardziej Cię zaskoczyło podczas turnieju?

Pierwszy raz spotkałem się z taką organizacją na turnieju 3×3. 4 kamery, oprawa muzyczna i świetlna, wszystko o czasie, nagrody dla kibiców, strefa dla dzieci. Naprawdę wszystko to było super.

Czy wstęp na boiska jest płatny, miejsca są rezerwowane? Czy jest możliwość dostępu do zawodników?

Na trybuny wstęp był bezpłatny, bez jakichkolwiek wejściówek czy rezerwacji. Fajne było to, że z zawodnikami można było zamienić słowo czy zrobić zdjęcie, ponieważ często oglądali swoich rywali siedząc pośród publiczności.

Selfie z Energą 3×3 Gdańsk. ©Prywatne archiwum autora.

Czy miałeś okazję porozmawiać z naszymi zawodnikami?

Tak, zwłaszcza przed pierwszym meczem. Akurat zająłem miejsce blisko boiska, a po chwili usiedli chłopaki z Energii. Z Przemkiem Zamojskim porozmawiałem chwilę o sukcesie na MŚ oraz o tym jak szybko rozwija się koszykówka 3×3. Potem jeszcze kilka razy widzieliśmy się po meczach i przybijaliśmy piątki. Bardzo się cieszyli z tego, że są jacyś kibice z Polski.

Energa w natarciu. ©Prywatne archiwum autora.

Ja oceniasz postawę Polaków, nie był to przecież łatwy turniej więc można było skonfrontować rzeczywistą formę i umiejętności naszych zawodników.

Naprawdę rozegrali trudne zawody zwłaszcza, że pierwszego dnia zagrali aż 4 mecze. Chłopaki w każdym meczu dawali z siebie wszystko. Ile siły ich to kosztowało dało się zauważyć w wygranym 1-punktem meczu o wejście do turnieju głównego. Widać, że Przemek Zamojski już na dobre się wdrożył w koszykówkę 3×3, a reszta chłopaków zagrała na swoim poziomie. W meczu o finał zabrakło trochę szczęścia, piłka kilka razy wypadała z obręczy, zabrakło też argumentów fizycznych przeciwko olbrzymiemu centrowi z Serbii.

Szymon Rduch po raz kolejny zaznaczył swoje aspiracje do gry w Kadrze. Mało mamy zawodników aktualnie grających na najważniejszych turniejach 3×3 na świecie.

Szymona Rducha pamiętam jeszcze z czasów, gdy z braćmi grał w CieniAsach Kołobrzeg oraz w kadrze 3×3. Nie znam systemu naboru do kadry, ale na pewno byłby wzmocnieniem dla naszego teamu. Jego rzuty zza łuku i przegląd pola to największe atuty.

Szymon Rduch z medalem, który przekaże synowi Przemka. ©Prywatne archiwum autora.

Czy rzeczywiście krytykowany przez weekendowych obserwatorów Marcin Sroka mało wnosi do drużyny, czy bez jego brudnej roboty sukcesy Polaków byłyby możliwe?

Marcin faktycznie jest zadaniowcem, twardo broni, zbiera sporo piłek i stawia super zasłony. Może czasami brakuje trochę więcej skuteczności zwłaszcza za 2 punkty, ale od tego są Hicks i Zamojski.

Dekoracja trzeciego miejsca.©Prywatne archiwum autora.

Serdecznie dziękujemy za poświęcenie Twojego cennego, wakacyjnego urlopu na opis wydarzeń ostatnich dni. Udowodniłeś, że warto planując wakacje zerkać na terminarz fibowskich turniejów 3×3. Bardzo często odbywają się w krajach wyjątkowo lubianych przez polskich turystów, a przecież jak wiadomo nie ma nic piękniejszego jak połączyć przyjemne z jeszcze przyjemniejszym.